Portal Rodzinny
Miłość małżeńska
Biskup
Karol Wojtyła w „Miłości i odpowiedzialności” pisał: „Miłość oblubieńcza polega
na oddaniu swojej własnej osoby. Istotą miłości oblubieńczej jest oddanie
siebie, swojego ja. Stanowi to coś innego i zarazem coś więcej niż upodobanie,
pożądanie a nawet życzliwość. [...] Kiedy miłość oblubieńcza wejdzie w tę
relację międzyosobową, wówczas powstaje coś innego niż przyjaźń – mianowicie
wzajemne oddanie się osób”.
To, że
tylko taka miłość może prowadzić do prawdziwego macierzyństwa i ojcostwa,
Wojtyła udowadnia na przykładzie bohaterów „Przed sklepem jubilera” (dramat ten
to medytacja o sakramencie małżeństwa). Annę i Stefana łączą już tylko dzieci.
Przestają się wzajemnie słuchać, dostrzegać. Prawie ze sobą nie rozmawiają.
Prowadzi to do pogłębiania się poczucia wzajemnej obcości bohaterów, a „przecież
stworzyć coś, co odzwierciedla absolutne Istnienie i Miłość, to chyba
najwspanialsza rzecz!”. Miłość otwiera na życie, ale jednocześnie wiąże się z
odpowiedzialnością za dzieci, których przyszłość zależy od miłości ich rodziców.
Być ojcem
„Rodzenie jest kontynuacją tworzenia” – przypominał Jan Paweł II w liście
skierowanym do rodzin z okazji Roku Rodziny (1994). Właśnie rodzeniu w
szczególny sposób Wojtyła poświęcił dramat „Promieniowanie ojcostwa”. Czym więc
jest owo tajemniczo brzmiące „promieniowanie ojcostwa”? By poznać dopowiedź na
to pytanie, warto sięgnąć po „Rozważania o ojcostwie” (1964). Cenną wskazówką
jest już samo imię głównego bohatera – Adam (człowiek) – oznaczające w tradycji
sumeryjskiej tego, który może być lub jest synem i ojcem.
Wojtyła przypomina, że ojcostwo musi być zakorzenione w Bogu. W przeciwnym razie
rodzi ból – Monika w każdej chwili może sięgnąć po album ze zdjęciami z
dzieciństwa, choć czyni to niechętnie, bo jest on niejako pusty (na fotografiach
nie ma ojca). Dlatego też zdecydowała się prosić Adama, by chciał być dla niej
ojcem: „Ojcze mój, ja walczę o ciebie”. Przez długie lata liczyła na to,
że ojciec dostrzeże w niej w końcu swoje dziecko, dlatego nie zrażając się
niepowodzeniami, wytrwale przynosiła na biurko ojca kwiaty, by „zapracować” na
jego uczucie.
W podobnej sytuacji znalazł się Krzysztof, syn Teresy i Andrzeja, bohater utworu
„Przed sklepem jubilera”. On także doświadczył nieobecności ojca. Znał go tylko
z opowieści matki, która dzielnie ukrywała przed nim swoją samotność, usiłując
zastąpić mu oboje rodziców:
„Ojca nie znałem – więc nie wiem, kim winien być mężczyzna.
Zaczynam życie na nowo. Brak mi gotowych modeli.
Ojciec pozostał w matce, gdy poległ gdzieś na froncie [...],
Matka we mnie szczepiła ideę ojca – tak rosłem...”.
Teraz,
gdy Krzysztof myśli o założeniu własnej rodziny, obawia się, czy podoła zadaniom
męża i ojca. Jego narzeczona także nie może uwolnić się od doświadczeń
wyniesionych z domu. Boi się, że nieświadomie skrzywdzi Krzysztofa.
Duchowe ojcostwo
Często
mówi się o „Bracie naszego Boga” jako najważniejszym i najbardziej osobistym z
dramatów Wojtyły. Faktycznie Brat Albert (Adam Chmielowski) odegrał ważną rolę w
jego życiu. Można powiedzieć, że pomógł mu dokonać wyboru pomiędzy teatrem a
kapłaństwem. Chmielowski był artystą, któremu przepowiadano znakomitą karierę. Z
upływem rozwoju jego właściwego powołania coraz częściej malarstwo schodziło
jednak na dalszy plan, a na pierwszy cisnęli się ubodzy. Adam opuszczał swą
pracownię na długie godziny i chodził po Krakowie. Interesował się opuszczonymi
i bezdomnymi, a żeby ich poznać, zaczął regularnie odwiedzać ogrzewalnię, gdzie
nocowali. Dzielił się z nimi tym, co posiadał. W końcu zrozumiał, że aby zdobyć
ich zaufanie, musi stać się jednym z nich.
Malował
słynny wizerunek Chrystusa „Ecce homo”, kiedy spostrzegł, że prawdziwa miłość
musi być miłosierna. Nie może ulec zawężeniu do określonych granic, bo przestaje
mieć cokolwiek wspólnego z wolnością. Stając się Bratem Albertem, Adam
Chmielowski wybrał „większą wolność”. Stał się także przykładem, opartego o
jedyne prawo miłości, ojcostwa duchowego, które nie cofa się przed ofiarą.
Geniusz macierzyństwa
W poemacie „Matka” Karol Wojtyła napisał:
„Są takie chwile u matek, gdy tajemnicę człowieka
odsłania im w źrenicach pierwszy głęboki błysk [...],
w cieniu tych myśli czekasz głębokiej chwili serca,
która się w każdym człowieku inaczej zaczyna...”.
Natomiast w encyklice „Redemptoris Mater” (1987) czytamy: „Należy do istoty
macierzyństwa, że odnosi się ono do osoby. Stanowi o nim ów zawsze jedyny i
niepowtarzalny związek osób: matki z dzieckiem oraz dziecka z matką”. O ile
bowiem mężczyzna musi przygotowywać się do przyjęcia daru ojcostwa, o tyle
macierzyństwo jest niejako wpisane w naturę kobiety.
Dla Wojtyły wzorem macierzyństwa jest oczywiście Maryja jako ta, która znajduje
się najbliżej Boga. I tak np. Niewiasta występująca w „Promieniowaniu ojcostwa”
lepiej pojmuje ideę ojcostwa niż Adam, wskazując na jej wspólnotę z ojcowską
rolą Boga: „Ludzi, których rozproszył Adam, ja skupiam. Jest we mnie miłość
mocniejsza od samotności. Ta miłość nie jest ze mnie. Chociaż o niej zamierzam
mówić, milczenie więcej wyraża tutaj niż mowa...”. Spełnia zatem trudne i
odpowiedzialne zadanie.
Inna jest rola Adama, który się usprawiedliwia: „Ja skupiam w sobie
promieniowanie ojcostwa – i obumieranie ojcostwa”.
„Wzorze ojcostwa, módl się za nami” – tak brzmiało jedno z wezwań litanii do
Jana Pawła II, która powstała spontanicznie – w oczekiwaniu na ostatnią
audiencję u niego... Paradoksalnie z sieroty stał się dla wszystkich ojcem. Ten,
który tak bardzo kochał życie i człowieka, wrócił do Ojca, którego ojcostwem
promieniował... Straciliśmy ukochanego ojca... A może dopiero teraz naprawdę go
zyskaliśmy, kiedy opiekuje się nami z domu Ojca.
„Głos Ojca
Pio” (34, lipiec/sierpień 2005)
Opublikowane za zgodą
 |