Portal Rodzinny
Małgorzata Żebrowska
Być matką, być ojcem
Szkoła dla rodziców
Niektórzy
mówią, że wychowanie dziecka zaczyna się dwadzieścia lat przed jego…
narodzeniem. Czy trzeba uczyć się jak być dobrą matką, dobrym ojcem? Czy tego w
ogóle można się nauczyć?
- Zabieramy się do roboty – mówi Jolanta Basistowa, założycielka i
pomysłodawczyni Szkoły dla Rodziców i Wychowawców w Krakowie. - Mam do
was dwa pytania: Z jakimi uczuciami przychodzę dzisiaj? i Czego oczekuję
po dzisiejszych zajęciach?
Jako pierwsza głos zabiera Agnieszka: - Czuję się bardzo zabiegana i
zmęczona. Mimo że już dosyć dużo dowiedziałam się na temat złości, to jednak
radzenie sobie z nią nadal sprawia mi trudności. - Przychodzę z uczuciem
zaciekawienia i „na luzie”, bo dzieci akurat wyjechały z domu. Chciałabym
dowiedzieć się, jak radzić sobie ze złością, ponieważ wszelkie metody, które
staram się stosować przy wychowywaniu dzieci, o nią się rozbijają –
mówi Jolanta. - Przychodzę z uczuciem bezsilności, ponieważ środki, które
stosuję wobec mojego syna, skutkują tylko do pewnego czasu. Obserwuję, że panuję
nad złością tylko do pewnego momentu, a potem już nie. Mam nadzieję, że po tym
spotkaniu będę mógł nad nią zapanować – mówi Jacek. - Ja oscyluję między
dwoma opcjami zachowania – wypowiada się kolejna mama – albo ją tłumię,
ale wtedy złość zostaje we mnie i czuję się z tym źle, cała spięta, albo wpadam
w furię. Oczekuję znalezienia innego rozwiązania.
Poznaj
swoje emocje
Pani Jolanta Basistowa, liderka szkoły, rozdaje formularz zatytułowany: „Moja
złość”. Zawiera on pytania dotyczące opisu własnej złości oraz sytuacji, w
których się ona pojawia. W ten sposób pomaga uczestnikom przeanalizować własne
zachowania podczas przeżywania złości i agresji. Uczestnicy wypełniają
formularze w małych grupach. Robi się gwarno. Prace trwają około 45 minut.
Pani Jola prosi o wypowiedź wszystkie osoby, które po tym ćwiczeniu dowiedziały
się czegoś nowego o swojej złości.
Elżbieta: - Zaskoczyło mnie, że mogę znieść, gdy inni są na mnie źli.
A kiedyś było to dla mnie bardzo trudne.
Weronika: ‑ Uświadomiłam sobie, czego oczekuję od osób, które denerwuję.
Chciałabym, aby przedstawiły mi w punktach: czym ich tak denerwuję i co robię
źle? Wtedy pojawi się płaszczyzna porozumienia i będzie można wprowadzić zmiany.
Odkryłam, że mogę to oczekiwanie wyrazić wobec męża i dzieci.
Kamila: - Odkryłam, że w momencie narastania we mnie złości, bardzo
podobałoby mi się, gdyby mój mąż uśmiechnął się i powiedział: Chwileczkę,
uspokój się, ja cię rozumiem. Gdyby wziął mnie za rękę, zatrzymałby tę falę
złości. Może spokojnie porozmawialibyśmy o tym. Oczekiwałabym, żeby ten moment
przerwał łagodnością. Pani Jola podsumowuje wypowiedź, pomaga nazwać
oczekiwania: - Jak zrozumiałam, w geście męża oczekiwałabyś czułości?
- Tak – pada odpowiedź.
– Tego typu pytania służą przede wszystkim temu, żeby zajrzeć w głąb siebie.
Są pretekstem do zastanowienia się nad sprawami, nad którymi zwykle nie macie
okazji pomyśleć – mówi prowadząca spotkanie.
Naucz się nowego języka
Rodzice, zmęczeni wymagającymi sporego zaangażowania warsztatami, mają przerwę –
częstują się ciasteczkami i herbatą. Panuje radosny nastrój, słychać śmiechy. W
czasie wolnym rozmawiam z liderką szkoły, Jolantą Basistową, i jej najbliższymi
współpracownikami. - Jak to się stało, że zaangażowała się pani w tworzenie
szkoły? – pytam.
Jolanta Basistowa (psycholog, uzyskała Międzynarodowy Certyfikat w
zakresie szkolenia, uczenia się i rozwoju na Thames Valley University w
Londynie, posiada tytuł lidera programu Szkoła dla Rodziców i Wychowawców, ma
trzy córki): - Co prawda mam wykształcenie psychologiczne, ale
nie było ono wystarczające w kontaktach z dziećmi. Zaczęłam szukać jakichś
inspirujących, nowych sposobów docierania do nich. Pierwszym ważnym momentem
było uczestnictwo w rekolekcjach dla małżeństw, na których uczono sztuki
dialogu. W połowie lat osiemdziesiątych trafiłam na książki Thomasa Gordona.
Przeczytałam wówczas „Wychowanie bez porażek”. Później ukazała się książka –
bezkonkurencyjna na rynku – „Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać,
żeby dzieci do nas mówiły”, autorstwa Adele Faber i Elaine Mazlish. Napisały one
cały cykl książek, które wywodzą się z tego samego pnia – psychologii
komunikacji: „Rodzeństwo bez rywalizacji”, „Wyzwoleni rodzice, wyzwolone
dzieci”…
Maria Karwowska (prowadzi kursy podstawowe, matka czwórki dzieci): - Ja
również nie radziłam sobie z wychowywaniem dzieci tak, jak tego chciałabym.
Przeczytałam książki, według których prowadzona jest szkoła. Dwukrotnie
próbowałam wyniesione z lektury metody wprowadzać w życie, ale za każdym razem
stwierdzałam, że może się to udać, ale nie w przypadku moich dzieci. Dopiero
później miałam okazję wziąć udział w prowadzonym przez szkołę kursie
podstawowym. Wtedy zrozumiałam, że dopiero uczestniczenie w warsztatach daje
jakąś umiejętność, że nie da się tylko przeczytać o metodach, a dalej wszystko
pójdzie gładko. Wówczas coś zaczęło się udawać. Zrezygnowałam z klapsów.
Nauczyłam radzić sobie tak, że nie były one konieczne.
- Rozumiem, że szkoła była pani potrzebna – wtrącam – by przećwiczyć
teorię w praktyce. Dlaczego jeszcze rodzice powinni skorzystać z proponowanych
tutaj zajęć?
- By nauczyć się metod, które pozwalają radzić sobie z wychowywaniem dzieci.
Wtedy nie jest potrzebny ani psycholog, ani użalanie się nad trudnym losem
rodziców.
- Czy szkoła spełniła Pani oczekiwania?
- Od razu na kursie podstawowym dowiadujemy się, że dostaniemy narzędzia,
dzięki którym będziemy potrafili lepiej radzić sobie z pojawiającymi się
problemami.
Jolanta Basistowa: - Szkoła dla Rodziców i Wychowawców rozpoczyna się kursem
podstawowym (3,5 godziny, raz w tygodniu). Podczas spotkań, których jest sześć,
douczamy się tego, czego zabrakło w naszych domach – pomagamy rodzicom
uświadomić sobie ich cele wychowawcze. Warsztaty uczą słuchania dziecka przy
jednoczesnym wsłuchiwaniu się we własne uczucia; rozpoznawania kwestii: do kogo
należy problem, a więc czyimi uczuciami należy zająć się w pierwszej kolejności;
radzenia sobie w trudnych sytuacjach; sposobów wpajania dzieciom samodyscypliny,
zdecydowanie bardziej skutecznych od stosowania wobec nich systemu kar;
zwrócenia uwagi na inspirujące dowartościowywanie oraz umiejętnego zachęcania
dzieci do współpracy. Kontynuacją kursu podstawowego są zajęcia w grupach
wsparcia.
Agnieszka Zygmunt (pedagog, prowadzi kursy podstawowe, matka szóstki
dzieci): - Proponowane przez szkołę metody są o tyle trudne, że trzeba
nauczyć się nowego języka. I jeszcze odzwyczaić się od tego, którym mówiło się
do tej pory.
- Co jest misją tej szkoły? – pytam.
- Ustawienie relacji w rodzinie w taki sposób, by były zaspokajane potrzeby
i rodziców, i dzieci. Należy zacząć od nazywania uczuć i mówienia o nich
dzieciom oraz zachęcania ich, aby postępowały podobnie. Trzeba jednak pamiętać,
że mówienie o emocjach nie może ranić drugiej osoby. Natomiast zaprzeczanie
uczuciom jest bardzo niebezpieczne. Nasza szkoła nie propaguje wychowania
bezstresowego, nam chodzi również o nauczenie rodziców stawiania granic, które
są konieczne do tego, żeby dziecko czuło się kochane.
Bądź
wrażliwy jak dziecko
Kończy się krótka przerwa. Powoli wycisza się gwarna dotąd sala szkoleniowa.
Jolanta Basistowa wręcza uczestnikom spotkania kolejną kartkę, tym razem
zatytułowaną: „Jak radzić sobie z własnymi uczuciami?”. Jest to
miniwykład, który pani psycholog za chwilę barwnie rozwija. Mówi, że złość
należy wyrażać, wydobywać ją z siebie, gdyż może ona motywować do działania.
Najbardziej porusza mnie zdanie, które wyczytałam z konspektu: Potraktuj
siebie z taką samą uwagą i czułością jak swoje dziecko. Jak bardzo
powinniśmy troszczyć się o siebie? Przychodzi mi do głowy skojarzenie z
przykazaniem: Kochaj bliźniego swego jak siebie samego.
Jola Basistowa zaznacza, że metodą bardzo pomocną w radzeniu sobie z emocjami
jest nazywanie ich i zapisywanie. Można np. napisać list do osoby, do której
czujemy złość. Liderka dzieli się swoim doświadczeniem, wnioskami, jakie
wyciągnęła po przeanalizowaniu trudnych dla siebie sytuacji: - Zobaczyłam
prostą zależność: nadchodzi godzina 22.00 i ja właściwie jestem „nie do użytku”
dla swoich dzieci. Mogę wywiesić karteczkę, że „mama nieczynna od 22.00, bo jest
zmęczona”. Na pewno wtedy nie podejmuję żadnych decyzji. Kilka lat zajęło mi
zorientowanie się, jak działa mój organizm.
Złość
się, ale nie rań
Następuje kolejne ćwiczenie. Uczestnicy warsztatów, pogrupowani w pary, mają
opowiedzieć sobie historię, która zaczyna się od słów: Okropnie się
zezłościłam, kiedy... Prowadząca spotkanie przypomina, aby pamiętać o
zachowaniu granic w odkrywaniu siebie przed drugim człowiekiem, by później nie
czuć się z tym źle. Mija czas ćwiczenia. Rodzice otrzymują kartki z poradami
dotyczącymi następujących kwestii: „Jak wyrażać swój gniew i złość, nie
ubliżając dziecku” oraz „Metody wyrażania gniewu i złości w zależności od ich
nasilenia”. Jola Basistowa szeroko referuje przedstawione na piśmie metody w
taki sposób, żeby nie było wątpliwości co do tego, jak je stosować.
Rodzice podają przykłady realizacji w codziennym życiu zaproponowanych przez
liderkę metod. Pada propozycja: - Nie wolno używać brzydkich słów!
Jola koryguje pomysł: - Spróbuj wyrazić to pozytywnie. Powiedz raczej, co
wolno i należy mówić.
Mimo dającego się już odczuć zmęczenia uczestników i prowadzącej, nastrój w
miarę upływu czasu jest coraz radośniejszy. Jedna z pań zadaje pytanie: - A
jak przerobić zdanie: Marudom wstęp wzbroniony? Jestem zła, gdy marudzisz. Tak
będzie lepiej?
- Spróbuj powiedzieć, co ty czujesz w momencie, gdy dziecko marudzi, bo
ciebie to denerwuje – radzi Jola.
Ktoś inny pyta, jak radzić sobie w sytuacji, kiedy dziecko przedrzeźnia
rodziców. - Możesz np. powiedzieć: Denerwuje mnie, gdy powtarzasz moje słowa.
Nie lubię, gdy mnie przedrzeźniasz. Czuję się poniżona małpowaniem. Pani
Jola odgrywa wtedy rolę dziecka po to, by uzmysłowić rodzicom, w jaki sposób ono
reaguje. Stara się pokazać emocje, jakie zwykle pojawiają się w konfliktowych
sytuacjach.
Zbliża się godzina 20.30. Pada ostatnie pytanie prowadzącej dzisiejsze
warsztaty: - Co wyniosłem z dzisiejszych zajęć? Każdy ma możliwość
wypowiedzenia się.
- Dobrze było usłyszeć, że nie tylko ja jestem taką „wścieklizną” –
mówi, uśmiechając się Agnieszka.
- Dla mnie najważniejsza była informacja, żeby nie tłumić swoich negatywnych
uczuć, bo może się to później skończyć silnym wybuchem złości – dodaje Jacek.
Ewie zaś najbardziej zapadło w pamięć stwierdzenie, że umiejętne wyrażanie
złości jest ukłonem w stronę człowieczeństwa swojego i tej drugiej osoby.
Po
co to wszystko
Po zajęciach udaje mi się jeszcze porozmawiać z Marcinem Kwiatkowskim, jednym z
rodziców biorących udział w warsztatach. Marcin z wykształcenia jest prawnikiem,
a prywatnie ojcem 3-latka. Interesuje mnie, dlaczego zdecydował się
zapisać do Szkoły dla Rodziców.
- Po pierwsze, polecili mi ją znajomi, którzy wcześniej uczestniczyli w
prowadzonych tutaj kursach. Po drugie, mieliśmy z żoną konkretne problemy z
naszym synem. Zastanawialiśmy się, jak z nim rozmawiać, żeby nie stosować krzyku
i gróźb. Nie podobały się nam kary jako element wychowywania dzieci, ale
jednocześnie nie wiedzieliśmy, czy jest możliwe wychowanie bez karania. Dopiero
szkoła pokazała nam, w jaki sposób osiągnąć partnerską komunikację z dzieckiem.
Zacząłem zwracać uwagę na takie subtelne sprawy jak wyrażanie się pozytywne, a
nie negatywne. Szkoła inspiruje do zmiany postępowania. Ona otwiera nowe
obszary.
Szkoła dla Rodziców i Wychowawców w Krakowie powstała w 1996 roku i
początkowo działała przy Centrum Formacji Kultury Chrześcijańskiej. Od 2001 roku
związała swą działalność z Dominikańskim Ośrodkiem Wspierania Rodziny.
Pomysłodawczynią szkoły jest Jolanta Basistowa – psycholog. Stale współpracują z
nią: Jadwiga Prokop – psycholog, Agata Pasieczny – nauczycielka oraz kilkanaście
innych osób.
Dla Dominikańskiego Ośrodka Wspierania Rodziny charakterystyczna jest możliwość
uczestniczenia w grupach wsparcia (poza Krakowem nigdzie w Polsce nie prowadzi
się tego typu spotkań). Warsztaty odbywają się raz w miesiącu. Prawie
trzyipółgodzinne spotkania mają charakter tematyczny, edukacyjny. Pracuje się na
nich nad takimi tematami jak: „Dialog w rodzinie – technika czy styl”,
„Wytrwałość i cierpliwość podstawowymi cechami rodziców” itp. W warsztatach dla
grupy wsparcia mogą uczestniczyć osoby, które ukończyły kurs podstawowy.
Opłata za kurs podstawowy wynosi 150 zł (od małżeństwa liczy się jak za jedną
osobę), zaś za uczestnictwo w spotkaniu grupy wsparcia każdorazowo trzeba
zapłacić 20 zł. Do tej pory około 3,5 tysiąca rodziców uczestniczyło w kursie
podstawowym, a około 30% z nich wzięło udział w zajęciach grup wsparcia.
Szkoła dla Rodziców i Wychowawców
przy Dominikańskim Ośrodku Wspierania Rodziny
ul. Stolarska 6/7, 31-043 Kraków
tel. (012) 274 50 01
e-mail:
basistowa@poczta.onet.pl
www.cmppp.edu.pl
Opublikowane za zgodą
 |